Samyang AF 35 mm F/1,4

Posted on

No cóż…. Nie wiem jak zacząć. Nie po raz pierwszy, stanąłem twarzą w twarz z problemem, który zaczyna być normą. Wszyscy wiemy, że europejskie samochody są bardzo dobre. Niemieckie zwłaszcza. Wiemy, że cała reszta świata stara się równać do tego wysokiego poziomu i różnie z tym jest. Japończycy są najbliżej ideału, w niektórych aspektach i nade wszystko w pragmatycznym stosunku do motoryzacji, wyprzedzając europejskie wzorce. Trudno osiągnąć jakość najlepszych modeli, których budowa nie musi być wynikiem kompromisów. Na S klasę AMG i tak znajdą się nabywcy. Dobrze – może nie masowi, ale w wystarczającej ilości, aby jej produkcja była opłacalna. W średnim segmencie dokonuje się standaryzacja i ewolucja. Te same technologie, te same urządzenia do produkcji i podobne oprogramowanie projektowe, sprawiają, że wsiadając do nowego samochodu, w teście ślepym. Z zakrytymi emblematami i charakterystycznymi cechami marki, nie od razu odpowiemy w jakim samochodzie przyszło nam   zasiąść. Volvo, Toyota, Volkswagen, Skoda czy Kia? Sposób prowadzenia, systemy wspomagania kierowcy też są coraz przyjemniejsze w codziennej eksploatacji. To wszystko za mniejsze pieniądze – ku naszej satysfakcji. Jest coraz lepiej. Nie twierdzę, że samochód za 80 000 będzie lepszy od tego za 360 000. Jednak w klasie cen pomiędzy 35 000, a 80 000, jakość będzie już zbliżona, tylko marka i szczegóły zaważą na końcowej cenie, jaką przyjdzie nam zapłacić.

Nie inaczej jest na rynku fotograficznym. Nie piszę tu o dwóch gigantach, którzy przysnęli przegapiając technologiczną rewolucję, tłukąc masowo swe ponadgabarytowe lustrzanki. Skupię się na obiektywach. Te same urządzenia do szlifowania soczewek, te same programy do projektowania układów optycznych, oraz swobodne „zapożyczanie” schematów układów optycznych od konkurencji, prowadzą do unifikacji jakości. Wspomniani giganci i tu są w tyle, bowiem pozycja hegemonów rynku uśpiła ich czujność, a świat idzie do przodu. Firmy niezależne korzystają na tym i wprowadzają wciąż nowe konstrukcje. Po pierwszym okresie budowy obiektywów goniących podstawowe konstrukcje, osiągnięto obecnie wyższy poziom. Nie da się tak od razu wyprodukować Noctiluxa, którego samo szkło użyte do produkcji jest tak egzotyczne, że można by je pokazywać w muzeum tajnych technologii. Można jednak postarać się opracować konstrukcje o podobnych parametrach. Tak. Nie tak precyzyjne mechanicznie, nie tak doskonałe w rozdzielczości, nie z tak dobrą elektroniką, ale generujące coraz lepsze obrazy. Pamiętam szok sprzed dwóch lat, kiedy przyszło mi przetestować Mitakona 50 mm F/0,95. Mam też w pamięci wynik ostatniego testu koreańskiego Samyanga AF 35 mm F/2,8, który będąc kopią Sonnara zadziwił mnie ogólną jakością obrazu. Nie budową (brak metalu), nie precyzją wykonania, (chociaż źle nie było), ale ogólną jakością i użytecznością. Po tym ostatnim teście, mój kolega zaproponował mi użyczenie do testu dwóch konstrukcji tego samego producenta. Jak powiedział, nie chciał mi wcześniej zawracać głowy, gdyż wie, że testuję konstrukcje z wyższej półki. Najlepsze i najdroższe. Samyang to producent niezbyt drogich obiektywów. On kupił dwa, z których jest bardzo zadowolony. Jest ciekaw, co ja o nich powiem. Wylądowały u mnie na tydzień. Nie pisałem nic, ponieważ chciałem się z nimi lepiej zapoznać. No i cóż. Zrobiłem to. W tym teście omówię pierwszy z nich – Samyang AF 35 mm F/1,4. O drugim – Samyang AF 50 mm F/1,4 – napiszę wkrótce. Czytając wprowadzenie, możecie się domyślić, że zapewne nie jest źle i te obiektywy są dobre. Prawda jest bardziej złożona i nie można w jednym zdaniu zawrzeć szokujących wniosków. Z całą pewnością to konstrukcje, które dołączyły do grona tych, które stopniowo zmieniają moją wiedzę o współczesnej optyce… Optyce, która dla finalnych konsumentów jest coraz ciekawsza.

Samyang AF 35 mm F/1,4 to bardzo duży obiektyw. Zbliżony wielkością do Distagona Sony Zeiss 35 mm F/1,4, który właśnie ze względu na wielkość niezbyt mnie zainteresował. Wolę do korpusów FF Sony stosować o wiele mniejszą optykę, firm Leica, Zeiss (Loxia i ZM) i Voigtlander. Tyle, że ja nie potrzebuję AF. Jeśli ktoś korzysta z automatycznego nastawienia ostrości i chce jasnych szkieł, musi zainteresować się takimi właśnie dużymi konstrukcjami, które w swych korpusach kryją poza układem optycznym skomplikowany układ elektro-mechaniczny ogniskujący szkło w płaszczyźnie ostrości. Jak tylko te kolosy do mnie trafiły, uśmiechnąłem się z politowaniem. Na co komu Do A7/9 tak duże szkła? Rychło jednak przyszło otrzeźwienie.

Po spięciu z korpusem, całość leży bardzo dobrze w dłoni. Obiektywy są duże, ale dobrze wyważone i nie tak ciężkie jakby mogło się wydawać. 35 mm jest większy nż 50 mm, ale obydwa szkła świetnie pasują do korpusów. Po tym dziwnym wniosku postanowiłem zderzyć Samyanga 35 mm z moim prywatnym wyborem w zakresie 35 mm – obiektywem Voigtlander 35 mm F/1,2 Aspherical II. To brutalne starcie. Ten obiektyw manualny z mocowaniem Leica M, kosztujący ok 5000 zł oferuje jakość tylko minimalnie gorszą od najlepszego Summiluxa 35 mm F/1,4.- kosztującego ok. 20 000 zł. Praca na w pełni otwartej przysłonie jest możliwa. Po przymknięciu do F/1,4 mamy już bardzo dużą ostrość. Precyzja mechaniczna w zestawieniu z małą głębią i użytecznym otworem względnym na poziomie F/1,4 – F/2 daje nieprzeciętne szkło do profesjonalnej pracy.

Małe szkło – dodajmy. Zestawienie Samyanga czy Zeissa F/1,4 z tym szkłem F/1,2 wydaje się nieporozumieniem. W torbie i na ramieniu mało, w jakości same zyski. Nie ukrywam, że kocham to szkło. Porównanie z nim innych trzydziestek piątek jest nietaktownym zestawieniem, ale co mi tam. Nie mając sentymentów do Samyanga, postanowiłem sprawdzić o ile jest gorszy.

Nie miałem zbyt wiele czasu. Zestawiłem taką oto „martwą naturę” na stole i ze statywu wykonałem serię zdjęć. Porównałem je dopiero po dwóch dniach. Wynik był oczywisty – miałem doszukać się na ile Samyang odstaje od „wzorca”. In minus oczywiście. Nie chcę pozbawiać Was efektu odkrywcy. Przeanalizujcie to zestawienie.

Voigtlander F/1,2

Voigtlander F/1,4

Voigtlander F/2

Voigtlander F/2,8

Voigtlander F/4

Voigtlander F/5,6

Voigtlander F/8

Teraz Samyang

F/1,4

F/1,7

F/2

F/2,2

F/2,8

F/4

F/5,6

F/8

Pierwszy rzut oka już był szokiem. Zmusił do analizy. Wyniki odrzuciłem jako „niestosowne”. Materiał wysłałem do fotograficznego kompana – Michała, z prośbą o to aby zobaczył to co ja. Potwierdził lub zaprzeczył.

Michał odpisał

„Cześć.

Hmmm…. ostry ten Samyang, ale… mam wrażenie jakby on miał na 1.4 większą GO od Voigtlandera. Dziwnie Samyang się zachowuje za brzegach. Lala po lewej, na F/1.4 jest lepiej niż na F/2.0.

Jeszcze nie wiem co sądzić poza tym, że to chyba bardzo dobry obiektyw 🙂

M.”

Tak – to był też mój wniosek. Dziwne wydało mi się niestabilne zachowanie w granicach od F/1,4 do F/4. Nie był to stały wzrost jakości. F1,4 wydała się lepsza niż F/1,6, a F/2 lepsza od F/3,5… Przy F/1,4 wypadał bardzo dobrze, a przy F/2 mega dobrze. Porównując całą zawartość kadru – lepiej. Lepiej zachowywał się niż Voigtlander… Obiektywy w górnych zakresach pomiędzy F5,6 – 8 zrównywały się jakością. Dopiero wówczas. Ogólnie optycznie jest minimalnie lepszy niż Voigtlander. Przegrywa w innych konkurencjach, ale o tym za chwilę.

Obiektyw wygląda bardzo dobrze. Jest zaprojektowany minimalistycznie niczym szkła natywne systemu Sony, produkowane w kooperacji z firmą Zeiss. Korpus obiektywu metalowy, zaakcentowane dwa pierścienie graniczące z pierścieniem ogniskowania. Jeden srebrny, drugi czerwony. Pierścień ogniskowania z tworzywa. Nie ma przełożenia mechanicznego. Osłona z tworzywa sztucznego, tulipan, mocowana bagnetowo. Gwint filtra 67 mm. Waga 647 g. Długość 115 mm, średnica 75,9 mm. 11 soczewek w 9 grupach. Dwie soczewki asferyczne, dwie specjalne. 9 listkowa przysłona ustawiana z poziomu korpusu co 1/3 działki. Ostrzenie od 30 cm. W komplecie otrzymujecie worek z materiału, grubszy, pikowany. Osłonę przeciwsłoneczną i dwa dekielki. System AF oparty o silnik Liniowy Super Soniczny – co przekłada się na szybkie ustawianie ostrości (prędkość jak USM Canona), ale jest wadą w przypadku ostrzenia manualnego. Precyzja wymaga kilkukrotnego poruszenia delikatnie pierścieniem, przód-tył, aby ustalić 100% ostrości na powiększeniu w wizjerze bezlusterkowca. Trzeba się przyzwyczaić. Przełożenie elektroniczne (pierścień jest tylko przekaźnikiem naszej woli), ma swoje opóźnienie i pewną bezwładność, co utrudnia ostrzenie ręczne. W AF jest bez zarzutu. Właśnie to AF skłoniło mnie do zabrania tego obiektywu w plener, dla sprawdzenia podczas praktycznego fotografowania. Za nim przejdę do wniosków, jeszcze kilka słów o wadach. Obiektyw ma lekko ciepłe oddanie obrazu. Może się to podobać lub nie. Ja wolałbym coś bardziej neutralnego. W czasach fotografii analogowej taki efekt otrzymywało się stosując filtr Skylight 1B. Pozytywem jest fakt, że oba obiektywy mają ten sam efekt i bardzo dobrze ze sobą współgrają.  Obiektyw 35 mm ma tendencję do aberracji chromatycznych, które potrafią okazać się nie tylko pod światło. Zielonkawa ich dominanta nie jest jakoś szczególnie dokuczliwa, ale występuje. Praca pod światło i mikrokontrast są na gorszym poziomie niż w obiektywie Zeiss 35 mm F/1,4 – ale nie dramatycznie gorszym. Drugą sprawą jest inna ogniskowa, niż ta którą dla uproszczenia podaje producent. To nie 35 mm. Widzi on trochę szerzej. Kąt widzenia 65,5 stopnia sugerowałby ogniskową ok. 33,6 mm. Obiektywy 35 mm mają kąt widzenia 63 stopnie – co oczywiście nie ma większego praktycznego znaczenia. Ot widzimy nieco więcej, niż w innych trzydziestkach piątkach. I…. To wszystko, jeśli chodzi o wady.

Różnice w kolorystyce z lewej Voigtlander z prawej Samyang.

Obiektyw dobrze leży na korpusie. Ostrzy bardzo szybko – mnie jak zwykle najbardziej podoba się w ustawieniu na wąskie pole AF. Oczywiście zdarza mu się pobłądzić, ale nie cześciej niż obiektywom systemowym, w sytuacjach skomplikowanych, jak pojedyncza gałązka na pierwszym planie. Jeśli więc potrzebujecie obiektywu z AF, jasnego i o wysokiej jakości, to nie musicie dłużej szukać. Jakość. To słowo jest w tym teście kluczem. Jakość obrazu stoi na bardzo wysokim poziomie. W centrum jest bardzo dobrze już na F/1,4  – jednak roboczą przysłoną idealną, stała się dla mnie wartość F/2. Bardziej przymykać nie trzeba. Otrzymujemy naprawdę wysokiej jakości pliki. Poniżej pokażę trochę zdjęć w RAW i większość jako jpeg z korpusu. Obiektyw jest świetnym wyborem i za cenę ok. 2500 zł nie znajdziecie nic lepszego o tym świetle i tak generowanym obrazie. Nieostrości są bardzo efektowne. Nie jest to ekstraklasa, ale nie ma zbyt wiele nerwowości w skomplikowanych pod względem struktury tłach. Jest bardzo dobrze. Nie jest to wygląd rozmyć klasycznych (tu zdecydowanie przodują konstrukcje takie jak wspomniany Voigtlander czy Summilux), które potrafią jedwabiście rozmyć tło, ale i nie jest to rozmycie w stylu, ultra poprawnie skorygowanych, nowoczesnych szkieł.

Poniżej Samyang na F/1,4 – tu właśnie widać jak ładnie potrafi obejść się z nieostrościami i dodać “od siebie” nieco własnej wizji rzeczywistości. Bardzo plastycznie i w dobrym stylu. Oczywiście przymykanie przysłony zniszczy ten efekt.

 

Trochę własnego zdania dopowiada ten obiektyw do uzyskiwanego obrazu tworząc własną interpretację rzeczywistości, ale ten własny udział oceniam na jakieś 10-15%. Reszta to rzetelny przekaz. Zadziwiające. Obiektyw nie jest kopią obiektywu Zeiss, ani w prostej lini żadnej innej konstrukcji – jest jednak mu bardzo blisko do takiej konstrukcji jak Voigtlander 35 mm F/1,2 – przynajmniej jeśli porównamy ułożenie i kształt soczewek. To po prostu, nowoczesna konstrukcja, wysokiej jakości. Gdybym potrzebował szkła z AF o ogniskowej 35 mm, po prostu kupiłbym ten właśnie obiektyw! Zdecydowanie! Dlaczego? Nie chciałbym wydawać ponad 6000 zł na szkło z AF, którego używam sporadycznie. 1000 złotych więcej niż za minimalistycznego Samyanga 35 mm F/2,8 i znacznie więcej do noszenia. Znacznie! Jednak jakość obrazu i jasność są warte każdej złotówki.

F/1,4

F/2,2

F/4,5

F/8

F/1,6

F/1,6

F/1,4

F/1,4

F/1,6

F/7,1

F/2

F/2,2

F/5,6

F/2

F/1,4

F/1,4

F/1,6

F/3,5

F/1,4

F/7,1

F/7,1

F/8

F/8

Na koniec jpeg – normalnej jakości – prosto z aparatu (7,6 MB)

F/7,1

F/5,6

F/8

F/2,2

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *