Voigtländer Heliar 40 mm f/2,8

Napiszę bez ogródek. To najdziwniejszy obiektyw jaki miałem okazję używać. Obiektyw typu pancake o bardzo małych rozmiarach. Co ja piszę „małych”. Jego właściwie nie ma…, ponieważ jest obiektywem składanym! Konstruktorzy zafascynowani starymi konstrukcjami Leica, które z pewnością widzieliście chociażby we wcieleniu made in USSR z korpusami Zorki – postanowili stworzyć taką konstrukcję w XXI wieku. Aby go użyć należy korpus obiektywu wysunąć i zablokować przekręcając. To nie koniec dziwnych cech.

W moich poszukiwaniach, które – mam taką nadzieję – doprowadzą mnie do skompletowania zestawu szkieł „referencyjnych”, kieruję się dwoma wytycznymi. Szkła powinny być małe – co dyskwalifikuje duże konstrukcje np. typu Sony G. Powinny posiadać mocowanie dwusystemowe – co w moim przypadku oznacza po prostu mocowanie Leica M, które przez przejściówkę można podpinać pod korpus Sony. Jeśli wziąć pod uwagę te kryteria to obiektyw, który niniejszym opisuję właściwie się do moich badań kwalifikuje.

Piszę „właściwie” ponieważ to obiektyw do użycia wyłącznie z systemem Sony E chociaż ma mocowanie M. Aby nie było za łatwo Voigtlander 40 mm f/2,8 Heliar to obiektyw z mocowaniem M, którego na korpus Leica M nie założycie… Obiektyw nie ma możliwości nastawiania ostrości… Zdziwieni?!

Po rozłożeniu całość jest sztywna. Obracamy jedynie umieszczonym na froncie pierścieniem regulacji przysłony, który pracuje aksamitnie gładko i miękko w sposób bezstopniowy. Po mocowaniu na korpusie Leica mógłby więc służyć jedynie do fotografowania z jednej odległości… Po co komu takie coś!?!?!?! Otóż ten obiektyw rekomendowany jest do pracy z prezentowanym przeze mnie, drogim adapterem VM-E Close Focus Adapter, będącym przejściówką z Sony E na Leica M, ale z możliwością regulacji odległości przez kręcenie pierścieniem helikoidalnej tuby. Teraz rozumiecie? Ja nie do końca rozumiem intencję inżynierów, ale wygląda to tak. Mając korpus Sony E i adapter z regulacją odległości od matrycy, możemy założyć na niego tego Heliara i cieszyć się z obiektywu, którego prawie nie ma. Taki naleśnik, zawsze może być na korpusie jako obiektyw ogólnego przeznaczenia. Jego ogniskowa – 40 mm jest idealną dla mnie o czym pisałem szerzej w artykule o Voigtlanderzze 40 mm f/1,4 Classic. Na wakacje, do zastosowań pamiątkowych, fotografii ulicznej, słowem wszędzie gdzie docenimy małe rozmiary korpusu Sony A7 nadaje się doskonale. Fotonotatnik o rozdzielczości 36 mln pikseli (z Sony A7R) czy 42 mln pikseli (Sony A7R II) i pełnej klatce to kusząca wizja – przyznajcie sami.

Obiektyw trudno wyszukać. na stronie producenta nie znajdziecie go w dziale obiektywów dla Leica M (chociaż ma takie mocowanie) a w dziale z mocowaniem Sony E z dopiskiem „dla VM Close Focus Adapter”.

Obiektyw jest całkowicie metalowy. Kolor to rzadko spotykany nikiel – gdybym miał go określić nazwałbym go nieco pastelowym „szampańskim” złotem. Bardzo solidny. Jak na swoje rozmiary, gdzie 12,6 mm to długość po złożeniu i 52 mm to średnica – waży sporo bo 132 g! Po rozłożeniu jego długość osiąga całe 21,4 mm! Mocowanie filtra 37 mm. Maleństwo. Dodam – bardzo dziwne maleństwo.

Duże kartonowe pudełko (duże jak na rozmiar samego obiektywu) skrywa nie tylko sam obiektyw ale także dodatkowy zestaw osłony przeciwsłonecznej i zaślepki. Dodatkowy ponieważ standardowo na gwint obiektywu przykręcona jest osłona typu płaskiego, w którą wkręcana jest metalowa zaślepka bardzo małych rozmiarów. Jeśli chcemy zwiększyć gabaryty (długość o 1 cm) możemy wykręcić płaską osłonę i nakręcić na gwint filtra niklową osłonę przeciwsłoneczną, która prezentuje się pięknie z całym obiektywem. Zestaw nabiera dodatkowej funkcjonalności bowiem aby zmienić przysłonę przekręcamy całym końcem obiektywu wraz z osłoną przeciwsłoneczną! To bardzo wygodne. Zaślepka do tego zestawu jest lekko wypukła, metalowa od wnętrza wykończona materiałem nie rysującym samej osłony. Rewelacyjnie dopracowane cacuszko.

Płynnie działająca 10 listkowa przysłona pracuje w zakresie f/2,8 – f/22. Obiektyw zbudowany jest z pięciu elementów w trzech grupach w tym z jednego elementu asferycznego – co zapewne wpływa na wyraźnie lepszą jakość i korekcję obrazu niż w klasycznym Nokton`ie Classic 40 mm f/1,4. Obiektyw jest ostry już w pełni otwarty. Na tyle ostry, że nie miałem potrzeby jego przymykania. Do celów eksperymentalnych zrobiłem kilka zdjeć porównawczych, które pokazują, że w okolicach f/5,6 – f/8 uzyskamy absolutnie perfekcyjny obraz. Przy „idealnej” ogniskowej 40 mm i takiej miniaturyzacji zyskujemy obiektyw o nieprawdopodobnym, wzbudzającym szacunek i zdziwienie wyglądzie, dający nadto rewelacyjną jakość. Można mieć go zawsze przy sobie. W torbie w ogóle go nie odczujemy. Zabiera tyle miejsca co pierścień pośredni lub dwa akumulatory do Sony A7. Piękny, piękny i bardzo dobry. Godny polecenia! Mnie ujął na tyle, że chyba się go już nie pozbędę nawet pomimo tego, ze nie da się go zastosować do korpusu Leica. Trudno. Na Sony A7R daje świetne rezultaty. Oceniając zdjęcia pamiętajcie, że tego maleństwa prawie nie widać:-)

admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *