Voigtländer APO Lanthar 110 mm f/2,5 Macro

Każdy z Was pamięta doskonale efekt zaskoczenia, jaki towarzyszył oglądaniu fotografii zrobionych obiektywem Leica Apo-Macro-Elmarit-R 100 mm f/2,8… Widzieliśmy zdjęcia ostre. Widzieliśmy zdjęcia z dużym kontrastem, ale to co dawał ten obiektyw… Źle piszę – wciąż daje – stale można go kupić z drugiej ręki za dosyć sporą sumę. Znawcy wiedzą jakie daje obrazy. No dobrze – żartuję. Bardzo niewielu z Was miało okazję fotografować tym obiektywem. Podobnie jak bardzo niewielu z Was wykonywało w ciemni powiększenia z użyciem obiektywu APO Rodagon 2,8 50… Ahh 

Znajdą się wśród Was jednak jednostki, które fotografowały obiektywem Carl Zeiss Sonnar 1,8 135 ZA do systemu Sony Alfa. Naprawdę dobrym obiektywem. Bardzo ostrym. Jednak obarczonym jedną wadą. Aberracją chromatyczną, doskonale widoczną w zdjęciach wykonywanych w dużym kontraście, pod światło lub w bardzo jasnym świetle słonecznym. Owszem mała głębia ostrości i niebywały mikrokontrast wszystko usprawiedliwiały ale…. No właśnie – czuło się lekki niedosyt. Był ostrzejszy niż wszystko inne, czego można było doświadczyć, ale optycznie doskonały nie był. Ja używałem tego obiektywu więc wiem, że był ostrzejszy od takich (bardziej popularnych szkieł) jak Canon 2 135 L czy Canon 2,8 100 L Macro. Jednak nie wiedziałem po prostu, że może być lepiej. 

Ważący 710 g kawałek solidnej mechaniki, metalu i szkła. Przednia soczewka wysunięta do przodu sugeruje używanie osłony przeciwsłonecznej.

W głowie miałem mgliste wrażenie. Miażdżące – kiedy wspominałem kilka rolek diapozytywu Fuji Velvia naświetlonego korpusem Leica R 8 z obiektywem 2,8 100 Macro. Jednak tych diapozytywów już nie mam. Skanów również. Poszły do obróbki na skaner bębnowy w latach dziewięćdziesiątych. Dawno przestały mieć dla mnie znaczenie. Efekt szoku, jaki pozostał w mojej głowie na wiele lat, przestawił we mnie wszystko na poszukiwanie tej jakości. Za każdym razem gdy stawałem przed kolejną próbą kolejnego obiektywu, takiej jakości szukałem.

Gdy widziałem super ostre kadry przyglądałem się obiektywowi uważniej. To jednak nie było to. Za każdym razem, niezmiennie – nie było to to wrażenie. 

Tak się złożyło, że w międzyczasie przeszliśmy cyfrową rewolucję. 

Nie, nie mam na myśli przejścia z analoga na cyfrę. Mam na myśli fakt przebudzenia się producentów i podjęcia próby przekonstruowania optyki. Obliczenia na nowo, zupełnie nowych szkieł dostosowanych do krótkiej odległości pomiędzy matrycą, a obiektywem i dużą rozdzielczością matryc zastosowanych w bezlusterkowcach. Oczywiście mam tu na myśli Sony i pierwsze kroki w tym kierunku czyli Sonnary 35 mm f/2,8 i 55 mm f/1,8. 

Nie wszyscy nadążyli za tą rewolucją. Najwięksi gracze na rynku przespali ten moment i nadal produkowali obiektywy o układach optycznych opartych na konstrukcjach z lat siedemdziesiątych. Tak to szczera prawda. Wystarczy spojżeć na przekroje pięćdziesiątek Canona czy Nikona przeznaczonych do lustrzanek. Zostawmy jednak ten wątek.

Dołączona, metalowa osłona przeciwsłoneczna.

Skupmy się na doskonałych optycznie szkłach. Czy w dzisiejszych czasach jest ich wiele? Tak. Na szczęście wiele i coraz więcej. Szkła Leica systemu S czy SL, szkła z mocowaniem M, obiektywy Zeiss Otus, Batis, Loxia czy Milvus wśród, których znajdujemy doskonałości takie jak np. szkło Batis Sonnar 135 f/2,8 APO czy np. Leica APO Summarit 50 mm f/2,8 itp. W skrócie obiektywy projektowane współcześnie, nie szczędzące na szkle o ultra niskim współczynniku załamania światła, szkle obrabianym asferycznie czy szkle tworzonym z użyciem pierwiastków rzadko spotykanych w przyrodzie. Wszystkie topowe konstrukcje łączy skomplikowana budowa i użycie zaawansowanego szkła. Wszystkie współczesne konstrukcje optymalizowane są pod bardzo wysokie rozdzielczości matryc elektronicznych, które są bezwzględne w obnażaniu wad optyki. Doszło do tego, że spóźnione slogany ludzi od marketingu firm optycznych są już zdewaluowane nim jeszcze pojawią się w folderach reklamowych. „Szkło zoptymalizowane pod 4K” – Ludzie na miłość boską – w aparatach fotograficznych mamy już około 8K (jeszcze nie w filmie ale w obrazie nieruchomym) ale jednak! Jest więc wspaniale.

Nawet firmy, które rozpoczęły swoje wejście na rynek optyczny stosunkowo niedawno takie jak Samyang konstruują coraz doskonalsze szkła. Wszystko ku naszej uciesze. Jest więc wspaniale. Mamy coraz więcej bardzo dobrych szkieł. Jest dobrze.

Hmmm… A jednak tylko od czasu do czasu miga przed naszymi oczami oznaczenie APO przy nazwie obiektywu. Zawsze gdy widzimy to oznaczenie nasze serce powinno bić szybciej. Moje tak ma. Nie lekceważę szkieł APO od spotkania z opisanym na wstępie Apo-Macro-Elmarit`em-R 100 mm f/2,8. 

APO Summicron-M 50 mm f/2 to jeden z tych obiektywów, który obliczany był już pod matryce cyfrowe i powala swą neutralnością. Batis Sonnar 2/135 APO to kolejna nowoczesna konstrukcja redukująca tę irytująca wadę optyczną najlepszych nawet obiektywów jaką jest aberracja chromatyczna. Ten kto nabył za ciężkie pieniądze takie szkło jak doskonały Canon 85 mm f/1,2 L USM wie dokładnie co mam na myśli. Ostrość super, look super ale…. Fioletowe zafarby obecne na większości zdjęć przy otwartej przysłonie.

To dosyć duży obiektyw ale daje nieocenione możliwości jako tele ogólnego zastosowania i makro . Dwa w jednym.

W tym miejscu należałoby wymienić jeszcze jeden obiektyw, który w ostatnim czasie wstrząsnął (nie bójmy się tego określenia) opinią fotografujących na całym świecie. Voigtlander APO Lanthar 65 mm f/2 Macro to szkło, które szokuje wszystkich nim fotografujących. W tym mnie oczywiście – czemu dałem wyraz w teście

Redakcja „Optyczne.pl” tak ujęła wyniki rozdzielczości tego szkła: „W momencie zapowiedzi firma Cosina twierdziła, że Voigtlander 2/65 będzie jednym z najostrzejszych obiektywów na rynku. Nasze wyniki pokazują, że nie było w tym przesady. Już na maksymalnym otworze osiągany jest wynik wynoszący prawie 66 lpmm, a więc o kilka lpmm wyższy niż maksymalne osiągi Zeissa Sonnara T* 55 mm f/1.8 ZE. To może imponować. Skoro na maksymalnym otworze jest tak świetnie, trudno dziwić się, że po przymknięciu przysłony sytuacja jest jeszcze lepsza. Na f/2.8 notujemy absolutny rekord rozdzielczości dla grupy obiektywów testowanych na A7R II, który od teraz wynosi 78.5 ± 1.1 lpmm. Co więcej, nawet wynik 74.7 lpmm, uzyskany na f/4.0, byłby nowym rekordem.” – więcej możecie przeczytać – tutaj.

Niedługo po premierze tego szkła firma Cosina, właściciel marki Voigtlander ogłosiła, że wkrótce światło dzienne ujrzy nowy obiektyw z korekcją APO-chromatyczną. APO Lanthar 110 mm f/2,5 Macro. Zastanowiło mnie to i wprawiło w stan oczekiwania. Wiedziałem z doświadczenia, że im dłuższa ogniskowa, tym efekty będą jeszcze lepsze. Gdy zobaczyłem przekrój budowy optycznej APO Lanthara 65 mm zdumiałem się bardzo.

Jednak gdy zobaczyłem przekrój przez APO Lanthara 110 mm, wiedziałem, że mamy do czynienia z konstrukcją high-end`ową. Co innego jednak przypuszczać, a co innego się przekonać. Dzisiaj obiektyw mam w swoich rękach. Jestem po wstępnych zdjęciach i chociaż nie mam tyle materiału ile chciałbym Wam pokazać – to spieszę z publikacją ponieważ wielu z Was ciągle pyta o dobry obiektyw długoogniskowy do Sony. Niezmiennie polecam Summarity-M o ogniskowych 75 i 90 mm, APO Lanthara 65 mm f/2, Batisa 85 mm f/1,8, Batisa APO Sonnara 135 mm f/2 no i…. No i od teraz polecać będę APO Lanthara 110 mm f/2,5. 

Dlaczego?

Dlatego, że to chyba najostrzejszy i absolutnie wybitny obiektyw z mocowaniem Sony E dostępny na rynku. Jeśli szukacie portretowego tele, lub krótkiego teleobiektywu do ogólnych zastosowań ewentualnie szkła makro to…. Nie musicie już szukać. Ta sama zabójcza jakość wykonania i ta sama jakość obrazu co w przypadku APO Lanthara 65 mm. Dłuższa ogniskowa, która bardziej separuje tło daje jednak wrażenie jeszcze większej ostrości, a skala makro 1:1 z taką ogniskową daje więcej swobody w zdjęciach ze zbliżenia, oferując większą odległość roboczą. Jeśli kręciliście nosem, że APO Lanthar 65 mm oferuje zbyt krótką ogniskową to ten obiektyw jest ideałem. Posiadacze obiektywu Sony 90 Macro powinni drżeć. Uczucie posiadania optycznej doskonałości już Was nie dotyczy… Przykro mi.

Zwarta budowa ale wraz ze zmianą odległości obrazowej tubus znacznie się wydłuża.

Na koniec tych wstępnych przemyśleń dodam jeszcze jedno. Absolutnie najwyższa jakość obrazu w optyce fotograficznej (kinowa to co innego) to niektóre obiektywy Leica – takie jak APO Summilux SL czy Noctilux, potem seria obiektywów Otus firmy Carl Zeiss. Przepraszam – Zeiss. Tak po prostu jest. Obiektywy stworzone w oparciu o koncepcje pozbawione kompromisu. Ważne, że obiektywy Otus powstają w tej samej fabryce firmy Cosina co APO Lanthary i inne Voigtlandery. Pamiętajcie więc, że mamy do czynienia z najwyższą optyczną technologią przemysłową, szkłami specjalnymi i szkłem o anormalnych właściwościach, zapakowanymi w korpus o minimalnych tolerancjach obróbki i niesamowitej precyzji spasowania. 

Jaki jest APO Lanthar 110 mm f/2,5 Macro? 

Zbudowany tak samo dobrze jak jego poprzednik o ogniskowej 65 mm, Tyle, że lepiej. To znaczy mamy tu do czynienia z tą samą znikomą tolerancją dla błędów obróbki, tym samym spasowaniem metalowych (wyłącznie) elementów i aksamitną pracą mechaniki. Mamy  zastosowanie elektroniki do współpracy z wyposażonymi w stabilizowaną matrycę korpusami Sony. Jednak dłuższy od Lanthara 65 mm jedynie o 8 mm sprawia wrażenie masywniejszego, bardziej skompresowanego, ciężkiego. 146 g to niby niewiele ale, tyle ważą małe Skopary. To jednak jest odczuwalna różnica. Więcej, większego szkła i duża przednia soczewka wysunięta bardzo do przodu (a nie schowana o małej średnicy jak w APO Lantharze 65 mm), powoduje, że całość jest równomiernie wyważona, a korpus obiektywu bardzo pewnie leży w dłoni. Dodana do obiektywu, zwężająca się ku przodowi osłona przeciwsłoneczna jest metalowa, a producent dodaje ją wraz z dodatkowym deklem. Jeden dekiel zasłania obiektyw gdy używamy go bez osłony przeciwsłonecznej i ma średnicę 58 mm. Drugi – ten, który zasłania obiektyw, gdy używamy go z osłoną przeciwsłoneczną i ma średnicę 67 mm. 

Obiektyw znacznie zwiększa swój rozmiar w miarę wyboru mniejszych odległości obrazowych – prawie dwukrotnie. To nie dziwi ale. Zauważyć można, że nie jest to zwykłe przesunięcie całej konstrukcji, tak jakby metalowa helikoida będąca częścią tubusa zamieniała się w pierścień makro i odsuwała obiektyw od płaszczyzny obrazowej. Tu ruch tylnej soczewki jest niewielki, patrząc od tyłu nie zauważymy jej zagłębiania się w czeluści tubusa. Przednia soczewka zdecydowanie wędruje do przodu. To zmusza do refleksji – jednak niezbyt głębokiej. Od razu wiadomo, że użyto pływających grup soczewek, do poprawy jakości podczas pracy w różnych odległościach od obiektu. Tak jest w istocie. APO Lanthar 110 mm f/2,5 Macro, ma system trzech (sic!) grup, których wzajemna zmiana położenia wpływa na równą pracę całości w różnych odległościach obrazowych. To, bardzo ważna cecha sprawiająca, że obiektyw ten jest uniwersalnym obiektywem o ogniskowej 110 mm, a nie tylko obiektywem makro. 

Obiektyw ma 10 listkową przysłonę pracującą od f/2,5 di f/22, której pierścień umieszczony jest bardzo blisko nasady bagnetu. To dosyć niefortunne i mnie wygodne niż w przypadku pierścienia umieszczanego z przodu jednak można się szybko do tego przyzwyczaić lub…, lub zupełnie zaniechać, tak jak ja to zrobiłem – pozostawiając obiektyw ciągle otwarty.  

Nie zauważyłem poprawy jakości obrazu po przymknięciu przysłony. Ci złośliwi, którzy twierdzą, że APO Lanthar 65 mm ma najlepszą jakość około f/2,5 a f/2 to przysłona dodana „bo tak wyszło” w procesie konstrukcji, tu raczej niczego nie wymyślą. Jest ciemniej, ale przysłony zmieniać nie musimy. Obiektyw pracuje ostro od pełnego otworu. To jednak nic. Obiektyw daje wyśmienitą jakość pozbawioną aberracji chromatycznej. Po używaniu obiektywu APO, korekcja fioletowych lub zielonkawych zafarbów  zdjęciach wykonanych innymi szkłami zaczyna irytować. Może właśnie dlatego inżynierowie Leica wyprodukowali APO Summiluxa 35 mm – po prostu przywykli do APO Summicron`ów 50, 75 i 90 mm i zapragnęli tego samego efektu dla szerszego kąta? Tu zafarbów nie da się uzyskać. Próbowałem. 

Ostrość i mikrokontrast na wybitnym poziomie. Nie chcę zagłębiać się w tę tematykę. Kto używał obiektywów Leica, Zeiss czy Voigtlander – wie o co chodzi. Pozostała reszta tylko się domyśla. To zjawisko trzeba zaobserwować. Ostrość mikrodetali, brak ulotnych i minimalnych, duszkowatych rozmyć – to właśnie to zjawisko. Możemy oglądać fotografię pod dużym powiększeniem i nasze oczy cieszy nie słabnąca ostrość. To zjawisko tu występuje. APO Lanthar 110 mm f/2,5 Macro – jest bardzo ostrym obiektywem. Cieszyć zaczyna to zjawisko zwłaszcza w warunkach niskiego kontrastu. W ciemniejszych pomieszczeniach, zastanych warunkach świetlnych. Ta ostrość utrzymuje się dla wszystkich odległości przedmiotowych. Od makro po krajobrazy. Nie ma tu delikatnego spadku jakości przy zdjęciach na dużych dystansach. Właściwie dobrane kąty obrotu pierścienia ostrości powodują, że ostrzenie jest bardzo przyjemne.

No właśnie – ostrzenie. Fachowcy wiedzą – w makro – system AF….. Słabo się przydaje. Natomiast ważna jest mega precyzyjna skalowalność przełożeń ruchu pierścienia ostrości na ostrzenie. Im dłuższa ogniskowa tym jest to ważniejsze, ponieważ głębia ostrości mniejsza. Irytujące zjawisko znane ze szkieł makro z AF, gdzie po przełączeniu na manual albo mamy skróconą drogę ruchu pierścienia ostrości i milimetrowy ruch potrafi przemieścić układ soczewek o parę centymetrów głębi ostrości albo uruchamia się system przenoszenia ruchu pierścienia na układ elektryczny i o totalnej precyzji możemy zapomnieć. Tutaj ostrzenie odbywa się tylko manualnie ale za pomocą najwyższej jakości mechaniki. To bardzo istotne, ponieważ właściwy opór z przemyślanym przełożeniem kąta obrotu na ruch grup soczewek ogniskujących sprawia, że przeostrzanie jest przyjemnością. Dobra to oklepany zwrot. Użyję innego określenia. Nastawianie ostrości w APO Lantharach jest zabójczo precyzyjne. Sprzyja temu między innymi system włączający powiększenie obrazu w wizjerze, w chwili przekręcenia pierścienia. Powiększenie obrazu i aksamitnie działająca mechanika. Czegóż chcieć więcej. Minimalna głębia? Nie ma problemu. Styki elektroniczne to kolejna wartość dodana obok tej najważniejszej – ale o tym w dalszej części.

Elektronika obiektywu nie umożliwia pracy w różnych trybach automatyki naświetlania. Dostępna jest tylko preselekcja przysłony.  Przysłonę możemy ustawiać tylko ręcznie. Jednak system przekazuje do korpusu dane EXIF oraz – co bardziej istotne informacje o ogniskowej i nastawionej odległości, które to wykorzystuje system stabilizacji matrycy w aparacie. Współpraca z korpusami, które taką stabilizację posiadają, umożliwia fotografowanie z czasami około 1/15 s. Przy tej ogniskowej i z zachowaniem pełnej ostrości… No ale to przecież norma.

Teraz o najistotniejszej wartości jaką niesie zakup tego szkła. To niezaprzeczalnie interesujące obrazowanie. Obrazowanie czyli całokształt uzyskiwanego obrazu. Stosunek partii ostrych do nieostrości. Sposób rozmywania tła znajdującego się w różnych odległościach od obiektu głównego. To coś co od pierwszej chwili po prostu się podoba, aby następnie przerodzić się w zaskakujące efekty, które zmuszają nas wraz z coraz lepszym poznawaniem tego obiektywu, do starannego myślenia o celowym wykorzystaniu jego możliwości. Rozmycia są bardzo aksamitne. Bardzo i bardziej niż w innych szkłach Voigtlandera ponieważ to najdłuższa ogniskowa. Ogólny sposób obrazowania i spójność wyglądu kadrów są zachowane. To standard w wytworach firmy Cosina. Mają to manualne Zeissy, mają i Voigtlandery. Jednak aksamitność rozmyć jest tu znaczna – co wynika z ogniskowej. Oczywiście efekt ten najbardziej rzuca na kolana w kadrach gdzie odległość obiektów nieostrych od ostrych jest większa. Hmm. Makro, portret….,  ale i krajobraz z pierwszym planem. Rozumiecie;-) Jest świetnie. To jednak nie koniec atutów. Ten obiektyw nie jest nudny. Nie jest to szkło totalnie precyzyjne, ale pozbawione charakterystycznego look`u, co często zdarza się we współczesnych konstrukcjach. Mamy tu połączenie ultra ostrego, pozbawionego wad optycznych obiektywu z ciekawym, zindywidualizowanym, charakternym obrazowaniem w zakresie nieostrości. Dla mnie? Idealne zestawienie, które wraz z możliwością fotografowania szkłem o ogniskowej 110 mm od nieskończoności do 38 cm i skali 1:1 daje zupełnie nietuzinkowe możliwości! Wszelkie zastosowania, w których sięgamy po dłuższą ogniskową tu są dodatkowo wzmocnione możliwością fotografowania w zbliżeniu i bez aberracji chromatycznej. Pisałem, że z super ostrością?

Pisałem;-)

Każdy kto fotografuje bezlusterkowym systemem pełnoklatkowym Sony i wykorzystuje szkła tele, a rozkoszuje się najwyższą jakością i dąży do niej, powinien sięgnąć po to szkło. Nie tylko ten, kto siedzi w portrecie, makro, fotografii produktowej (tu chyba jednak poleciłbym APO Lanthara 65 mm ze względu na większą głębię) czy krajobrazie. Każdy komu marzy się szkło dłuższe niż Batis 85 mm, powinien o nim pomyśleć. Między innymi dlatego, że większa waga i gabaryty nie są problemem – mamy w końcu dwa szkła w jednym. Obiektyw długoogniskowy i makro. Wszystko to z najwyższą możliwą jakością obrazu. Pamiętajcie jednak o tym, że przednia soczewka jest dosyć odsłonięta i stosowanie osłony przeciwsłoneczej poprawia kontrast. Jakby było co poprawiać ?! 😉 

Tak. APO Lanthar 110 mm f/2,5 Macro to najostrzejszy obiektyw do pełnoklatkowych bezlusterkowców Sony. 

Obiektyw dostarczany jest z dedykowaną, metalową osłoną przeciwsłoneczną i trzema zaślepkami na osłonę, sam obiektyw od frontu i osłonę bagnetu Sony E.

Dane techniczne:

Ogniskowa: 110 mm

Jasność: 2,5

Najmniejsza przysłona: 22

Budowa optyczna 14 soczewek w 12 grupach

Powierzchnie/elementy asferyczne: 0/0

Elementy o anormalnej dyspersji: 8

Kąt widzenia: 22,6 stopni

Ilość lamelek przysłony: 10

Minimalna odległość ostrzenia: 35 cm

Długość: 99,7 mm

Średnica: 78,4 mm

Waga: 771 g

Gwint filtra: 58 mm

Kolor: czarny

W opakowaniu: Obiektyw, dekielek przedni, dekiel tylni Sony E, metalowa osłona przeciwsłoneczna z dedykowanym deklem przednim.

1/250s f/2,5 ISO 250
1/250s f/2,5 ISO 640
1/250s f/2,5 ISO 5000
1/250s f/2,5 ISO 1600
1/250s f/2,5 ISO 200
1/250s f/2,5 ISO 800
1/250s f/2,5 ISO 400
1/640s f/2,5 ISO 100
1/1250s f/2,5 ISO 100
1/1000s f/2,5 ISO 100
1/1600s f/2,5 ISO 100

Teraz kilka fotografii na przysłonach f/2,5, f/2,8, f/3,2, f/4



admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *