Voigtländer E Nokton 35 mm f/1,4 Classic

Muszę podzielić się z Wami rozterkami, jakie czasami ma przed sobą osoba, próbująca testować sprzęt. Ze mną jest nieco dziwnie. Testy robię dla siebie – nie dla firm. Po prostu szukam dobrych szkieł. Jakieś dwa lata temu wpadł w moje ręce, na krótką chwilę, obiektyw Nokton Classic 35 mm f/1,4 i…… Niczym szczególnym mnie nie zachwycił. Od testu po prostu odstąpiłem.

Dlaczego mnie nie zachwycił? Przyczyna była prozaiczna. W tym samym czasie trafił do mnie jego wizualny brat bliźniak, obiektyw Nokton Classic 40 mm f/1,4, który mnie oczarował!

Muszę Wam coś wyjaśnić. Obiektywy Classic to w dzisiejszych czasach, niezła gratka dla poszukiwaczy analogowego wyglądu fotografii. Konstruktorzy pozostawili pewną grupę wad optycznych bez korekcji, co skutkuje magicznym obrazem i magicznymi rozmyciami. Obiektywy są ostre w centrum, ale w miarę oddalania od centrum klatki, pojawiają się pewne delikatne braki korekcji, które wyglądają dobrze. Wyglądają dobrze, jeśli chcemy osiągnąć obraz inny, od tych które daje bezduszna, skorygowana optyka. Zjawisku towarzyszy monstrualna winieta, którą zawsze lubię i nigdy mi nie przeszkadza. Przymykanie przysłony redukuje wady optyczne i przy 4,5 – 5,6 mamy już idealny obraz. Problem w tym, że przy przysłonie otwartej do 1,4, te miniaturowe szkła nie oferują ostrości od brzegu do brzegu jak ich gigantyczni kuzyni w stylu Zeiss Distagon 35 mm f/1,4 czy Samyang 35 mm f/1,4 AF. To obrazowanie można pokochać lub znienawidzić. Jeśli oczekuje się małego szkła (troszkę ciemniejszego niestety), ale pozbawionego powyższych ułomności i słowa Classic w nazwie, możemy spokojnie skierować wzrok na takie cuda jak Zeiss Biogon ZM 35 mm f/2,8, Leica Summicron M 35 mm f/2, Summarit 35 mm f/2,5 lub f/2,4 czy Zeiss Sonnar 35 mm f/2,8. Jeśli chcemy poważnego szkła zostaje Nokton 35 mm f/1,2 czy Summilux 35 mm f/1,4 lub wymienione wcześniej giganty.

To nie wszystko – Voigtlander serwuje nam także jeszcze bardziej wyrafinowaną sztuczkę. Możemy nabyć obiektywy Nokton 35 i 40 mm Classic f/1,4 w wersji z jedną powłoką przeciwodblaskową (SC) i wieloma powłokami przeciwodblaskowymi (MC). Niezła gratka prawda? Macie ochotę na orgię blików i pięknych braków kontrastu pod światło? Dla Was jest właśnie wersja SC. Chcecie większej korekcji odbić, macie MC.

Żaden inny producent nie robi takich produktów, w świecie, gdzie ekonomia góruje nad funkcjonalnością.

Dlaczego zatem Nokton 35 mm f/1,4 Classic, nie przypadł mi do gustu? Dlatego, że jest szerszy niż Nokton 40 mm f/1,4 Classic i rozmycia bardziej mnie denerwowały – ilość szczegółów w tle większa i z takim rozmyciem wyglądała nieco nerwowo. W czterdziestce – rozmycia wychodziły magicznie! Tyle.

W tym teście, na który łatwo się zdecydowałem – testujemy szkło Nokton 35 mm f/1,4 Classic z mocowaniem Sony E. Jeśli się zdecydowałem na test szkła, które jest bliźniacze do starego Classica, który mnie denerwował, to znaczy, że w tym coś musi być.

Otóż tym czymś jest budowa optyczna. Jest ona identyczna. Znalazłem w sieci mnóstwo czarno-białych szkiców, przedstawiających przekrój tego obiektywu. Jest on identyczny. A jednak – coś mnie podkusiło i przeczytałem katalog Cosiny – producenta Voigtlanderów, który jest kolorowy i zawiera przekroje w kolorze. Oto co tam znalazłem.

Rozumiecie? W Classicu do Sony zastosowano element o ultra niskim współczynniku załamania światła. Część wad optycznych, wynikłych ze zobowiązania się słowem Classic – do analogowego renderu, musiała zostać zlikwidowana. Obraz musi się czymś różnić. Wg. wstępnych przemyśleń postawiłem na poprawę rozmyć w tle, przy zachowaniu ostrości w centrum, winiety i bajkowego rozmycia po bokach. Miałem nadzieję, że bajkowego, ale uspokojonego przez zastosowanie tego właśnie elementu.

Najważniejsze jest to, że obiektyw ten, mimo jasności f/1,4, podobny jest rozmiarami do mniejszego, ale ciemniejszego Sonnara 35 mm f/2,8.

Długość 39,6 mm, średnica 67 mm. Mocowanie filtra 58 mm. Waga 262 gramy. Pełen EXIF, pomoc przy manualnym ostrzeniu i współpraca ze stabilizacją obrazu z układem matrycy. Odległość ostrzenia 30 cm. Budowa optyczna – Gauss – 6 soczewek w 6 grupach, w tym jeden element o niskim współczynniku załamania świtała. Przysłona zbudowana z 10 lamelek, przeskakująca co 1/3 działki. Wszystko w całkowicie metalowej obudowie. Obudowie skonstruowanej tak dobrze, że chyba po raz pierwszy aksamitny poślizg pierścienia ostrości, jest dla mnie … Zbyt aksamitny?;-)

Z korpusem Sony całość równoważy się doskonale. Sony z tym obiektywem coś mi przypominał. Z początku nie wiedziałem co… Jakieś niejasne wrażenie, bardziej manualne niż pamięciowe, notorycznie nasuwało mi się, gdy tylko brałem ten aparat, z tym obiektywem do ręki.
Teraz już wiem. Contax S2. Nieprawdopodobnie zgrabna kamera na film. Z obiektywem Carl Zeiss Planar 50 f/1,7, tak właśnie leżał w dłoni. No dobra – nie do końca – bo nie miał gripa. Ta wielkość, to wyczucie, jakiejś dziwnej pewności, wyważenia, spasowania. Aby efekt zwiększyć, wykręciłem z obiektywu osłonę przeciwsłoneczną.

Do rzeczy. Jaki on jest? Czy warto go kupić?
To specjalistyczne narzędzie. Pamiętajmy o tym. Musimy się go nauczyć, ale…. Jeśli już to zrobimy, odpłaci się nam nieprawdopodobnymi, niemożliwymi do uzyskania w inny sposób, obrazami. Może nie do końca niemożliwymi. Maniacy analogowego renderu, kupują szkła z połowy XX wieku, takie jak Canon LTM 50 mm f/1,2m aby osiągnąć podobne rezultaty. W Noktonie macie to samo, tylko lepiej i z gwarancją! Lepiej, ponieważ ten obiektyw pracuje w dwóch zakresach. Od f/1,4 do f/4, gdzie w bajkowy sposób interpretuje nieostrości i w przedziale powyżej f/4 a właściwie po f/5,6, gdzie staje się zwykłą, skorygowaną trzydziestką piątką.


Smużenia i rozmycia w tym szkle to niesamowita wartość dodana. Po kilku dniach, zaczynałem umieć przewidywać, jak rozmyje tło, jeszcze przed podniesieniem wizjera do oka. Działa on bardzo specyficznie, w czym zapewne udział ma ów element, o niskim współczynniku załamania światła. Punkty świetlne rozmywa punktowo, tworząc rozmyte pośrodku okręgi. Gdy w nieostrych partiach, jest tego więcej, okręgi te pięknie się nakładają, tworząc malownicze efekty. Jednak, gdy świetlne, lub jaśniejsze plamy w partiach nieostrych, są podłużne… Wówczas rozmywane są podłużnie! Zgodnie z kierunkiem ich występowania. To dopiero robi się ciekawie. Daleki jestem od sugerowania, aby na planowane zdjęcia, patrzeć od strony rozmyć i tła, chociaż… Czemu nie!? Z tym obiektywem to ma sens!

Jeśli posiadacie starą wersję tego obiektywu, jesteście z niego zadowoleni i fotografujecie aparatem Sony, musicie go mieć. Jest o klasę lepszy! Jeśli chcecie wygodnej, niewielkiej, jasnej, trzydziestki piątki i zauważyliście u siebie tendencję do poszukiwania nowego stylu, niebanalnego obrazowania, także powinniście o nim pomyśleć. Jeżeli szukacie idealnego obiektywu 35 mm, skorygowanego, hiper ostrego – to kupcie Noktona 35 mm f/1,2 Aspherical II.

Na tym zakończę. Napiszą szczerze. Stary Nokton Classic z mocowaniem Leica M, dawał namiastkę tego, co daje jego nowe wcielenie. Teraz jednak, jest tego więcej, znajduje się „to coś” pod większą kontrolą i jest łatwe w użyciu.
Ten obiektyw bardzo mi się spodobał i… Przyznaję nieśmiało, każdego dnia podoba mi się coraz bardziej. Działa to jak samonapinająca się sprężyna. Przynosimy pierwsze zdjęcia. Miały być normalne. Nie są – przecież to Classic. Dobra. Są fajne? Niektóre są. Które? No te z rozmyciami. Co się rozmyło? Jasne plamy….
Aha. Następne zdjęcia. Gdzie są jasne plamy? Zrobione. Są. Główny obiekt też. Nowe wnioski. Jest znacznie lepiej. Następne zdjęcia. Podłużne rozmycia? Co za wyzwanie. Gdzie ich szukać? Aha… I tak dalej. Znowu zachwyt.
Jedno z bardziej kreacyjnych narzędzi do zapięcia na korpus Sony z mocowaniem E.

 

Pamiętajcie, że zdjęcia możecie powiększać.

 







admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *