Venus Optics Laowa D-Dreamer 12 mm f/2.8

W licznych listach, pytaliście mnie – co myślę o obiektywie Laowa D-Dreamer 12 mm f/2,8 Zero-D? Odpowiadałem szczerze, że nic nie myślę, ponieważ nie miałem okazji fotografować tym szkłem. Ogólnie o produktach Laowa, już wyrobiłem sobie zdanie. To dosyć ambitne konstrukcje, które można spokojnie potraktować, na równi z innymi obiektywami takich firm jak Canon, Nikon, Sigma, czy Tamron i Tokina. To dobre szkła manualne, skonstruowane z metalu. Solidnie zbudowane. Nie mają w sobie mechanicznej finezji, typowej dla konstrukcji najlepszych na rynku, ale mają w sobie coś innego. 

Myśl konstrukcyjna, inżynierów optyków stojących za marką Laowa, przypomina mi bezkompromisowe zachowanie dziecka, któremu pozwolono bawić się ławą optyczną i zapewne programami do obliczania optyki. Bez zahamowań sięgają po to, po co nie mają odwagi sięgać, projektanci innych marek. Stara anegdota o tym, jak powstają wynalazki, ma tu bezpośrednią ilustrację. Wszyscy wiedzą, że nie da się czegoś zrobić, a inżynierowie Laowy, nie i konstruują takie szkła jak Laowa 25mm f/2.8 2.5-5X Ultra Macro…. 

Tym razem sięgamy wspólnie po obiektyw o ogniskowej 12 mm, który opisywany jest jako obiektyw pozbawiony dystorsji. Jasna stałka o świetle f/2,8 o kącie widzenia ponad 121 stopni, bez zniekształceń, to musi kusić. Zapewne dlatego właśnie wielu z Was zainteresowało się tym obiektywem. Jest jeszcze Irix, są zoomy, są obiektywy Voigtlandera, ale…. Jeśli mamy lustrzankę, apetyt na tak szeroki kąt o jasności 2,8 może się pojawić. Jaki jest to obiektyw?

Obiektyw ma rozmiary typowe dla obiektywów do lustrzanek. W wersji do bezlusterkowego systemu Sony, tubus jest wydłużony od tyłu – stając się zainstalowaną na stałe przejściówką. Troszkę przez to jest dla mnie przydługi, jak dla bezlusterkowców, ale krótki i mały w wersji dla lustrzanek. Ciekawa budowa, metalowej osłony przeciw słonecznej, która skonstruowana jest z myślą o zakładaniu adaptera do filtrów, jest wręcz godna naśladowania. Zimny metal, całości obudowy wzbudza zaufanie. Nie ma tu gumowych pierścieni. Obiektyw jest ciężki. Bardzo solidny i bardzo precyzyjnie zbudowany. Obróbka poszczególnych elementów i precyzja spasowania ze sobą, stoją na bardzo wysokim poziomie. Ładne w kroju cyfry, informują nas o ustawieniach. Wizualnie, obiektyw jest jeszcze podrasowany, metalicznym, niebieskim pierścieniem wokół przedniej krawędzi. Wygląda ładnie. Pierścień przysłony i pierścień nastawiania ostrości, różnią się od siebie. Przysłona złożona z 7 lamelek, pracuje w zakresach od f/2,8 do f/22. Waga 609 gram w wersji dla lustrzanek, i 650 gram w wersji dla Sony. Najmniejsza odległość ostrzenia 18 cm. Budowa optyczna to 16 elementów w 12 grupach. Trzy soczewki o anormalnej dyspersji i dwie asferyczne, powinny zaowocować, wysoką jakością obrazu. 

Jak jest w istocie? Jak fotografuje się tym szkłem? Jakie uzyskuje się efekty?

Po pierwsze nie ma tu, żadnych styków, EXIF-ów i automatyk. To całkowicie manualny obiektyw. Przy tak szerokim kącie w niczym to nie przeszkadza. Pierścienie przenoszą nacisk, naszych palców, na ruch okrężny, w sposób bardzo akuratny. Właściwy opór jest, ale skala ostrości nieco zaskakuje. Bardzo długo trwa ustawianie ostrości w zakresie od 18 cm do 1 metra, aby błyskawicznie przemieścić się od 1 m do nieskończoności, zauważając, na swej krótkiej drodze tylko odległość 1,5 m i 3 m. Pierścień przysłony, też pracuje inaczej. Bardzo długo trwa ruch pomiędzy 2,8 a 4 aby wrócić do standardowych skoków, pomiędzy pozostałymi stopniami skali. To drobne cechy charakterystyczne. W żadnym razie wady. Ten typ tak ma. Wystarczy się przyzwyczaić, a jeszcze lepiej polubić. Czy można ten obiektyw polubić? 

 

Można. Jednak aby się tak stało, trzeba go bliżej poznać. Tak szeroka ogniskowa zawsze zaskakuje. To pewnik. Każdy milimetr w tym zakresie szerokich kątów, przekłada się na duże różnice w kącie widzenia. Dlatego jeśli znamy obiektyw 14 mm, to tu poczujemy zdziwienie. Jeśli założymy 10 mm, nasze zdziwienie będzie jeszcze większe. Tak po prostu jest. 

Trzeba takim obiektywem pofotografować, przysłowiowe „byle co”, aby nauczyć się pracy z taką ogniskową i taką interpretacją świata. D-Dreamer rzeczywiście oferuje brak dystorsji, co w powiązaniu z tak szerokim kątem, kończy się nieprawdopodobnym obrazowaniem. Każdy fotograf krajobrazu, architektury i wnętrz, powinien mieć szkło o takiej ogniskowej, zawsze pod ręką. Obiektyw oferuje bardzo przyjemną jakość obrazu. Już od otwartej przysłony, możemy cieszyć się bardzo dużą ostrością w środku kadru. Mamy też winietę, która – co zawsze podkreślam, nie jest dla mnie wadą, a wkładem obiektywu w plastykę obrazu. Praca na otwartej przysłonie pozwala na rozmycie tła, jeśli główny obiekt położony jest blisko. Stosunkowo mała aberracja chromatyczna, która, a i owszem, występuje, dosyć łatwo daje się usunąć. Fioletowe zabarwienie, nie jest dramatycznym zafarbem, pokrywającym się z obszarem przyciemnionym przez winietę, jak to dzieje się w konkurencyjnych konstrukcjach, a jedynie delikatną wadą, do prostego usunięcia w obróbce. Jest dobrze. Obiektyw daje ostre obrazy, o wyjątkowej ostrości w całym polu, po przymknięciu do f/5,6. Po takim przymknięciu, wszystko od 1 m do nieskończoności jest ostre, więc nie musimy się wysilać z ostrzeniem, co może świetnie przydać się w reportażu realizowanym w ciasnych lokacjach. Każdy dzień, z obiektywem 12 mm może nauczyć nas czegoś o fotografii. To świetny instrument optyczny. Jednym słowem, bardzo udana konstrukcja! Brawo dla Laowa.

Tylko tyle? Nie. Muszę pokusić się o pewne podsumowanie. To dobry obiektyw. Solidnie wykonany. Powinien długo służyć swym szerokim kątem, każdemu kto go nabędzie. Pytanie, kto powinien kupić go niezwłocznie, jeśli szuka tak szerokiego kąta?

Każdy właściciel lustrzanki! Zdecydowanie. 12 mm o światle f/2,8 i takiej jakości obrazu zasługuje na wykorzystanie w swojej praktyce. Nie trzeba szukać dalej. To bardzo poręczny obiektyw, ostry, jasny i dobrze zbudowany. Brak AF? Po co to komu przy takiej głębi ostrości. Jeśli posiadasz lustrzankę, spokojnie możesz nabyć ten obiektyw. Jeśli fotografujesz architekturę, powinieneś nabyć go niezwłocznie…

Jeśli jednak posiadasz bezlusterkowca pełnoklatkowego Sony to…. To nie musisz nabywać D-Dreamera. Jest dwa razy większy i dwa razy cięższy od kompaktowych konstrukcji Voigtlandera, dysponującego także ogniskową 12 mm, ale i 10 mm… Obojętnie czy zakupicie przejściówkę i wersję dla systemu Leica-M czy dedykowaną do Sony, która przenosi elektronikę. Tak czy owak, w torbie zostanie więcej miejsca, wasz kręgosłup mniej się zmęczy, a jedyną niedogodnością będzie mniejsza jasność, która w przypadku elektronicznych wizjerów bezlusterkowców, nie ma większego znaczenia. Te obiektywy i tak najczęściej przymykamy. W przypadku bezlusterkowców, możemy wziąć pod uwagę to szkło, tylko w przypadku pracy reporterskiej w świetle zastanym, gdzie jasność, ma znaczenie. W pozostałych przypadkach, warto sięgać po wybitne konstrukcje ultra szerokokątne Voigtlandera, dysponujące większym mikrokontrastem, szczegółowością i także brakiem dystorsji, której w firmie Cosina nikt się nie chwali. Jest w standardzie.

Jak wypadły zdjęcia? Zobaczcie sami. Możecie zdjęcia powiększać. Zapraszam do analizy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *