Macro Apo-Lanthar 65 mm F/2 Aspherical – The Best Of?

Jakiś czas temu, mój znajomy, który zawodowo testuje samochody z niższej i średniej półki cenowej, zachwalał mi model, bardzo znany z naszych ulic, określając go jako luksusowy. Powiedziałem mu, że nie ma pojęcia o luksusowych samochodach – skoro ten, opisuje używając takich określeń. Obruszył się na mnie. Powiedziałem mu, że jeżeli nie testował jeszcze Mercedesa S Klasy (co najmniej), to nie może wiedzieć nic o luksusowych samochodach i najnowszych technologicznych rozwiązaniach. Przyznał mi rację. Po roku, kiedy to przetestował  S Klasę. Ja byłem pewien swego. Dlaczego? Przez kilka lat sam byłem testerem samochodów osobowych. Były to głównie marki niemieckie. Audi, BMW, Mercedes-Benz I Porsche. Zdarzyła mi się krótka przygoda z Lexusem i Toyotą, ale to tylko nic nie znaczący incydent. Po trzech latach testów, doskonale orientowałem się w specyfice prawie każdego modelu tych firm. Po przetestowaniu wielu aut, mogłem swobodnie rozpisywać się o różnicach w prowadzeniu, wiedziałem jaki silnik jest ekonomiczny, jaki niezawodny, a jaki daje największe osiągi. Zaliczając modele AMG, wszelkie M i S Quattro oraz topowe 911-ki, mogłem wiele powiedzieć o samochodach tych producentów. Wydawałem rzeczowe opinie o różnicach w skrzyń biegów, wprowadzanych modyfikacjach i zmianach po-liftowych.

Nie wiem jak to się jednak stało, że ciągle do testu nie trafiała S-Klasa firmy Mercedes-Benz. Dopiero, gdy odebrałem w salonie przeznaczony do testu model S65 AMG 4Matic Long, dotarło do mnie, że nie wiedziałem jeszcze wszystkiego. Dotarło do mnie, że wyrażane przeze mnie opinie nie były prawdziwe. Niesamowite przyspieszenia, wgniatały mnie w fotel, płynnie zmieniający podparcie boków w zakrętach, a lustrzane szyby, podwójne, tłumiące hałas, chroniły mnie przed oczami ciekawskich, którzy nie wiedzieli, że mijam ich przy ledwo słyszalnym we wnętrzu szmerze silnika. Sześćset konny silnik ożywający pod delikatnymi muśnięciami pedału gazu, nie przeszkadzał pasażerom tylnych siedzeń w oglądaniu filmów na dużych ekranach indywidualnych monitorów. Biała skóra i naturalne drewno, pięknie dopełniały się nawet o zmroku, w delikatnym podświetleniu Ambiente, że nie chciało się wysiadać.  Testowa jazda i tak nie powiedziała mi o motoryzacji wszystkiego. Gdy w nocy, używając systemu  NightView, wjechałem na autostradzie w gęstą mgłę, duży ekran, przede mną wyświetlał drogę bez mgły (podczerwień), roześmiałem się sam do siebie, mijając zwalniające z konieczności pojazdy. Od tej pory, każdy następny model samochodu, miał lekko „pod górę”. Poprzeczka, została zawieszona naprawdę wysoko. Ja już nie tak łatwo szafowałem określeniami, wspaniały, świetny, referencyjny. Każdy, kto pisze takie recenzje, powinien zacząć właśnie od tak wyśrubowanego modelu – właśnie po to, aby mieć właściwy punkt odniesienia.

Mając tow pamięci, moje testy optyki pisałem z większą starannością. Testowałem naprawdę dobre obiektywy. Zachwalałem niektóre i to bardzo. Zawsze szczerze. Moje testy to tylko wynik moich własnych poszukiwań sprzętu dla siebie. Nikt mi za nie nie płaci, a więc jeśli piszę, że jakiś obiektyw mnie zachwycił – to po prostu tak jest. Poszukując szkieł doskonałych dla siebie, przetestowałem ich już sporo. Mogę dużo powiedzieć o wielu modelach. Fajnie, że miałem okazję testować także optyczne legendy – chociażby takie jak Summilux-M 35 mm F/1,4. Wiele obiektywów mogłem ocenić dopiero, gdy poddałem je testom porównawczym. Naprawdę dobre konstrukcje różnią się niuansami. Jakość potrafi być zachwycająca. Ocena poszczególnych obiektywów, to czysta przyjemność – prowadzi mnie bowiem do minimalistycznego zestawu, niewielu szkieł, które zadowolą mnie, oferując obraz najwyższej jakości. To sens moich poszukiwań. Przy okazji dzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Z treści listów, które otrzymuję, wiem, że to doceniacie. To fajnie. Jednak to co mam do przekazania w tym teście nie jest zbyt optymistyczne. 

Hmm. Nie wiem jak zacząć… Naprawdę jestem zakłopotany… No dobrze. APO Lanthar firmy Voigtlander (tak wiem – Cosina), to nowy punkt odniesienia, dla jakichkolwiek porównań optyki, dla wysoko-rozdzieczych matryc systemu Sony A7. Tak. Po prostu. Wszystkie wcześniejsze „najlepsze” szkła, należy cofnąć o jedną gwiazdkę w dół. To ten obiektyw jest obecnie „najlepszy”.

Początkowe moje wrażenia z kontaktu z tym obiektywem były niezbyt fajne. Można by wręcz napisać, że przysporzyły mi moralnego kaca. Byłem zdołowany. Naprawdę! Dlaczego? Otóż tak bardzo cieszyłem się z miniaturowości szkieł z mocowaniem Leica M, które rysowały wspaniałe obrazy na moich matrycach, że chciałem jedynie system nieco „dostroić”, wyposażając go w szkło makro. Czekałam na ten obiektyw. Przeczytałem gdzieś bardzo pochlebne opinie i tyle. Myślałem, że system bezboleśnie doposażę. Niestety. Tak łatwe to być nie mogło. Pierwsze wrażenie zabiło wszelkie moje oczekiwania!

Ten obiektyw po wyjęciu z pudełka wzbudza szacunek, jest solidny jak wszystkie Voigtlandery. Znacznie bardziej solidny niż produkowany w tej samej fabryce Zeiss Classic planar 50 mm F/2 Macro. Ciężki – 625 gram (to mi nie przeszkadzało) i dobrze zbudowany. Jest także – i to było najgorsze – bardzo duży! Długość 91,3 mm, średnica 78 mm. Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest duży w zestawieniu ze szkłami Sony G, czy obiektywami do lustrzanek – to ta sama kategoria wielkościowa. Jest tak duży jak Zeiss Batis 85 mm F/1,8, z którego zrezygnowałem, aby w torbie nosić dwukrotnie mniejszego Summarita M 75 mm F/2,4 czy Heliara 75 mm F/1,8. Ta wielkość zdyskwalifikowała w moich oczach to szkło zupełnie. Jeśli do tele, standardu i szerokich dodam to cudo – mega większe od innych szkieł – moja torba zacznie przypominać tę z czasów, gdy używałem Canona. Tego nie chciałem. Szok był tak potężny, że nawet nie chciało mi się tym obiektywem fotografować. Może i jest wspaniały – jak, pisał ktoś w sieci… I co z tego? Mam nosić to coś w torbie? Nawet nie pasuje do reszty szkieł swoimi rozmiarami. Owszem to tak jakby mieć dwa obiektywy – w końcu jest ta opcja makro, ale…. Czy to może się tłumaczyć? Dla mnie nie! Zdecydowałem.

Wziąłem obiektyw ze sobą na targi do Łodzi i…. Nawet go nie wyciągnąłem. Po kilku dniach zrobiłem kilka zdjęć, przysłowiowego „byle czego”. Tu dopiero przyszło otrzeźwienie. Zdjęcia „zryły” mi psyche. Bardzo poważnie. Jakość, ostrość była rewelacyjna. Nie wiem jak to opisać. Po prostu w testach trzeba powiększać obraz, aby zawyrokować czy ostrość jest czy nie. Czy taka jakiej oczekiwaliśmy, czy słabsza? Lepsza niż w obiektywie x czy gorsza?Tych obrazów nie trzeba było powiększać. Pracuję na monitorze 30 calowym, więc obrazy i tak są duże, ale… Tych po prostu nie trzeba było powiększać. Kłuły w oczy ostrością. Wiem. Wiem, jak to opisać. Lubię, zawsze w końcowej obróbce nieco podciągnąć ostrość obrazu. W zdjęciach z APO Lanthara, w ogóle nie musiałem tego robić. Nawet nie pomyślałem, aby spróbować. Zdjęcia były… Za ostre? Nie spodziewałem, się, że tak kiedyś pomyślę. Ostre znaczy dobre. Nic nie może być „za ostre”, podobnie jak karabin snajperski, który nie może być zbyt celny. Im lepszy, tym lepiej. Z APO Lantharem tak właśnie było. Lepszy obraz niż z referencyjnego dla mnie Sonnara 55mm F/1,8 już powalał w kategorii – „ostrość”. Ostrość większa niż z Batisa 85 mm kłuła w oczy.  To jednak nie wszystko. Nie zauważyłem dystorsji, ale to mnie nie dziwiło. Szkła makro mają to do siebie, że potrafią być bardzo dobrze skorygowane.

To plik jpeg w pełnej rozdzielczości – prosto z aparatu – 13 MB

To plik jpeg w pełnej rozdzielczości – prosto z aparatu – 13 MB

Ten obiektyw powalił mnie zupełnie brakiem aberracji chromatycznej. Zdarza się ona, nawet najlepszym obiektywom. Mają ją Sonnary 55 mm F/1,8 i 135 mm F/2 i stary F/1,8. Ma ją Summarit M 75 mm F/2,4. Ma ją Loxia 85 mm F/2,8. Mają ją prawie wszystkie obiektywy. To w końcu nie taka straszna wada, gdy jest jej tylko niewiele – jak ma to miejsce w dobrych obiektywach. Korekcja w programie do obróbki, na ogół wystarcza. Tylko czasami, przeszkadza. Na przykład, gdy po światło fotografujemy krzak z tysiącem maleńkich gałązek. Każdy obiektyw potrafi tu „przyklęknąć”. Włosy w portrecie pod światło? Tak właśnie – to kolejny przykład. Z tym trzeba żyć. Jednak, jak się okazało – nie zawsze. APO Lanthara, bardzo trudno zmusić do ukazania się aberracji chromatycznej. Szkła jest dużo. 10 soczewek w 8 grupach, w tym szkła specjalne z dodatkiem szlachetnych, promieniotwórczych i rzadkich pierwiastków (z całą pewnością Lantanu) wraz z soczewką obustronnie asferyczną, starają się o to, aby „APO” w nazwie nie było tylko chwytem marketingowym. 10 listków przysłony zapewnia dosyć dobry bokeh. Nie jest to hi-end rozmyć, ale to zależy od szczegółowości tła. Szczegółowe, przegadane tło potrafi być „średnie”, ale wystarczy zmienić proporcje pomiędzy tłem a obiektem, aby otrzymać aksamitną gładkość. Czasami nie mogłem uwierzyć w to co widzę na zdjęciach. Wydawały mi się dziwne bez znanego zjawiska aberracji. Co było potem, wiecie z ostatniego postu. Porzuciłem ustalony do tej pory system oparty w całości na szkłach dwusystemowych z mocowaniem M, używanymi z adapterem na bagnet Sony E. W torbie z body Sony A7R pozostawiłem na stałe tylko dwa obiektywy. Voigtlander Nokton 35 mm F/1,2 Aspherical i APO Lanthar 65 mm F/2 Macro Aspherical. Przyszedł rychło sprawdzian dla tego zestawienia. Po pierwszych próbach wziąłem go ze sobą na poważną robotę. Praca w dużym studio nagraniowym z orkiestrą symfoniczną. Czarny horyzont telewizyjny i mocna światła żarowe, zawieszone na tyle nisko, że znajdowały się na granicach kadru. Poza ostrością i brakiem aberracji chromatycznej, ukazała się jeszcze jedna cecha tego szkła. Brak odblasków i wysoki kontrast w pracy pod światło lub z ostrymi źródłami światła w kadrze. Rewelacja! Takiego obiektywu na A7R jeszcze nie miałem. Nie obchodzi mnie jego wielkość. Wybaczam mu to bez problemów. To wspaniałe, krótkie tele lub wydłużony standard – jak kto woli. Obiektyw Makro. Wspaniała konstrukcja, która w parze z bardzo dobrą trzydziestką piątką czyni mega dopasowany zestaw. Nie chce mi się pisać więcej. Naprawdę. Zobaczyłem dzisiaj, tuż przed publikacją, że Optyczne przetestowały to szkło bardzo wnikliwie. Tam znajdziecie wszelkie dane i informacje. Ja polecam to szkło każdemu fanowi jakości. Każdemu, kto chce swoje fotografowane obiekty odseparować od tła i każdemu, kto chce zbliżać się do swych obiektów bardziej, niż na to pozwalają „zwykłe” obiektywy. To najostrzejszy i chyba ogólnie najlepszy obiektyw, jaki utworzył obraz na matrycy mojego Sony A7R. Jeśli więc brak AF, Wam nie przeszkadza (wszystkie inne dobrodziejstwa z EXIFEM, automatyką i wsparciem stabilizacji są), to powinniście zastanowić się nad tym, czy to obiektyw nie dla Was. Wielu z Was skreśla z listy zainteresowań szkła makro, myśląc, że ich posiadanie jest bez sensu, jeśli rzadko zbliżamy się do małych obiektów. To szkło jest obliczone na makro i tak jak szkło makro skonstruowane, ale pracuje wspaniale w całym zakresie ogniskowych. Niesamowite jak dobrze to robi! 

Przepraszam, za chwilę wspomnień. Kiedyś w czasach fotografii analogowej (używam tego określenia, ale wiem, że jest głupie), kupowałem chętnie niemieckojęzyczne czasopismo Photographie. Było lepsze od Color Foto i Foto Magazine. Nie tylko merytorycznie, ale przede wszystkim edytorsko. Lepszy papier, lepsza jakość druku. Któregoś dnia zobaczyłem artykuł testowy, właśnie wprowadzonego do sprzedaży aparatu Contax RTS III. To szczytowe osiągnięcie wśród konstrukcji analogowych. Profesjonalny korpus wyposażony w kilka silników (nie miał AF!), które przesuwały film (w obie strony – można było wrócić do konkretnej klatki), napinały migawkę i lustro oraz… poprzez pompkę wytwarzały podciśnienie w wyposażonej w system dziurek, idealnie płaskiej, ceramicznej (odpornej na zarysowania) płytce dociskowej. To właśnie ten system, sprawiający, że film był idealnie płaski w płaszczyźnie obrazowej, stawiał Contaxa RTS III ponad innymi. Do tego dochodziły obiektywy Carl Zeiss z mocowaniem Contax/Yashica – czyli szkła do tej pory, uchodzące za bardzo dobre. Razem system ten oferował nieprawdopodobną jakość obrazu. Był też drogi. We wspomnianym wcześniej artykule o RTS III zobaczyłem zdjęcie, które zwaliło mnie z nóg. Dosłownie. Musiałem wejść do kafejki, zamówić espresso i spokojnie przeanalizować to co widziałem. Było tam zdjęcie brzózki, rosnącej na zadbanym chodniku, przed typowo pruską kamieniczką. Zdjęcie było prawie na całą stronę. Jakość rastra drukarskiego – owe nieszczęsne 300 dpi – ograniczała jakość, ale to co widziałem – kadr z diapozytywu Fuji Velvia, wbiło mnie w osłupienie. Ilość szczegółów, kamyczki pod brzózką, listki, kora na drzewku – były fenomenalne. Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że dzisiaj, gdy na moim Apple Cinema HD 30 cali otwarłem pliki jpeg z rannego testowego fotografowania, zobaczyłem taki sam efekt. Brak aberracji chromatycznej to norma dla tego szkła. Nie musicie jej szukać. Zwróćcie uwagę, że fotografia wykonana jest na przysłonie f/2. Jaka ostrość? 

To plik jpeg w pełnej rozdzielczości – prosto z aparatu – 13 MB

Minęło kilkanaście dni. Na blogu nic się nie działo – chciałem się po prostu oswoić z tą konstrukcją. APO Lanthar jest specyficzny. Mam teraz nieco inne wnioski. Opłaca się go nosić w torbie. Sam nie wierzę, co właśnie piszę, ale opłaca się nawet przejść w profesjonalnej pracy tylko na obiektywy E, lub nie wybrzydzać na nie i zrezygnować z opcji dwusystemowej, bez większego żalu. Jest perfekcyjnym narzędziem. Narzędziem bardzo dobrym. Różnica między Lantharem i innymi obiektywami jest taka, jak pomiędzy elektronarzędziami pro i amatorskimi. Każde narzędzie wykona pracę. Jednak to wersja pro – droższa i cięższa, nie zawiedzie Was podczas najcięższych nawet remontów. Lanthar nie jest mały. Ciągle muszę się do niego przyzwyczajać. Wiem jednak, że cokolwiek bym nim nie sfotografował, będzie sfotografowane z największą możliwą rozdzielczością i jakością. Brak aberracji ciągle mnie zaskakuje. Może nawet bardziej niż ostrość. Fajne jest także to, że obraz jest akceptowany już od w pełni otwartej przysłony. Jeszcze jedna uwaga. Zestaw 35 + 65 bardzo mnie przekonuje. Zwłaszcza, że trzyma jakość, a finalny efekt jest bardzo spójny. Kolorystycznie i jakościowo. Prezentuję Wam garść fotografii testowych. 

Na górze 35 mm na dole 65 mm.











 

admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *