Maksymalny minimalizm czyli ekscytujący trójkąt…

To o czym właśnie chcę napisać z pewnością wyglądać będzie na nieporozumienie. Miesiącami karmiłem Was efektami własnych poszukiwań wymarzonego przeze mnie sprzętu. Przeszły przez moje ręce obiektywy o ogniskowych od 10 do 180 mm. Było tego naprawdę sporo. Testowałem najlepsze konstrukcje, jakie przemysł optyczny potrafi nam dostarczyć. Klasyki owiane legendą i nowoczesne szkła, nieznanych producentów. Gdzieś tam, w międzyczasie wykonywałem swoją pracę. Fotografowałem i filmowałem. Dopiero szersze możliwości zapoznania się z tak różnorodnym  sprzętem – pozwoliły mi na naprawdę świadomy wybór. Nie wystarczyło utwierdzić się w przekonaniu jaki obiektyw jest tym, który najczęściej będę używał. Po upewnieniu się, że to ogniskowa 35 mm, jest tą moją ulubioną, trzeba było przetestować mnóstwo trzydziestek piątek, aby być pewnym, że to na co w końcu się zdecyduję, będzie tym optymalnym wyborem (zaznaczam to z całą mocą) – optymalnym dla mnie. 

To samo ze standardami i teleobiektywami. Możecie prześledzić moje przemyślenia – czytając kolejne testy. Ważniejsze okazywało się jeszcze coś innego. Mając możliwość testowania różnorodnego sprzętu, możemy się przekonać jakich ogniskowych używamy najczęściej, jaka kamera jest tą, która najbardziej nam “leży”. Mnie w moich poszukiwaniach przyświecała idea kompatybilności sprzętu pomiędzy dwoma platformami – Leica M i Sony E. Im więcej konstrukcji przetestowałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to dobry wybór. Małe rozmiary większości obiektywów do systemu Leica M i ich wysoka jakość, oraz manualne nastawianie ostrości – to był zespół cech, które najbardziej mi się spodobały. Elektromechaniczne przekazywanie ostrości w korpusach obiektywów systemu Sony E, takich jak Sonnar 55 mm F/1,8, przegrywały w końcowym zestawieniu z takim szkłem jak Voigtlander Nokton 50 mm F/1,5. Sonnara kocham za ogólną jakość, polecam każdemu, kto chce standardu z AF do Sony. Jeśli jednak chce obiektywu dobrego w manualnym nastawianiu ostrości polecę Loxię 50 mm lub właśnie opisywanego Noktona. Dla mnie Nokton jest lepszym wyborem. Można podpiąć go do korpusu Leica M i Sony E (przez przejściówkę Voigtlandera). Rezultaty porównywalne z Summicronem M 50 mm F/2. Loxia to szkło manualne tylko do Sony. 

W zakresie tele, także dokonywałem wyborów. Absolutnie najlepsze szkła, takie jak Zeiss Batis Sonnar 85 mm F/1,8, zestawiałem z dwusystemową możliwością używania takiego na przykład, miniaturowego i manualnego Summarita M 75 mm F/2,5. To właśnie mininaturowy Summarit wygrywał u mnie z naprawdę wyśmienitym Batisem. Głównie wielkością.

W międzyczasie dokonywałem eliminacji ilości sprzętu. Przemyślenia były coraz głębsze. Wspaniałe korpusy Leica M, stały się dla mnie (poza modelem Monochrom Typ 246, który jest najlepszym obecnie dla mnie aparatem fotograficznym), niewystarczające. Ilość pikseli, szczegółowość korpusów Sony A7R, A7RII, A7RIII jest tą optymalną, która daje ogromne możliwości jakościowe bez inwestowania gigantycznych sum na średni format i oferując możliwość korzystania z każdej optyki przy niespotykanej mobilności. Miniaturowe korpusy Sony ostatecznie wygrały. Łatwość fotografowania i duża ilość dostępnych obiektywów powodują, że to bardzo dobry system, wyróżniający się plastyką jako konsekwencją ilości pikseli i pełnej klatki. Korpus Sony zwyciężył jako ten główny koń roboczy do każdej pracy. Leica wciąż wygrywa wrażeniami z używania. Ponadczasowością rozwiązań.

Kolejnym etapem był wybór obiektywów. Nie miałem w pamięci obrazu, w którym wielcy mistrzowie fotografii, będąc już w leciwym wieku, dzierżą w dłoni korpus Leica M z jednym obiektywem, i opowiadają o tym, jak ważna jest fotografia, a nie sprzęt. Nie miałem przed oczami tych wielu wywiadów i zdjęć Wielkich Tuzów Fotografii. A jednak… A jednak intensywnie działając i testując, doszedłem do przekonania, że interesuje mnie tylko zakres ogniskowych pomiędzy 35 mm, a 75 mm. Tak. Po prostu. Większość moich prac wykonuję skupiając się w tym właśnie zakresie ogniskowych. Czasami kusi obiektyw 10 lub 21 mm, które są dla mnie idealnym uzupełnieniem takiego zestawienia, ale to wszystko. Czasami bardzo potrzebuję obiektywu makro. No i to naprawdę wszystko. 

Maleńka dygresja. Takie zakreślenie potrzeb, sprawiło, że można wziąć pod uwagę sprzęt naprawdę niewielki rozmiarowo. Trzy, cztery obiektywy z mocowaniem Leica M + Sony z literką R w nazwie i…. Mała torba, mało do noszenia, a jakość fotografii wspaniała. Osiągane rezultaty, także dają pełnię możliwości. Szerokie 35 mm, nie przerysowuje, ale lokuje wspaniale w otoczeniu nasz przedmiot zdjęć. Jeśli użyć szkła jasnego – mamy naprawdę wspaniałe narzędzie. Jeśli chcemy, nawet przy szerokim kącie, odseparować obiekt od tła, możemy otworzyć przysłonę. Jeśli chcemy bardziej podkreślić otoczenie, lub uzyskać perfekcyjną jakość – możemy przymknąć przysłonę. Jest referencyjnie. 

Dłuższe ogniskowe? Właściwie wystarczała mi ogniskowa 50 mm. Właściwie, ponieważ była dużym przybliżeniem w zestawieniu z ogniskową 35 mm, ale…. No właśnie. Separacja obiektu nie zawsze była tak mocna, jak oczekiwałem. Stąd dodanie jeszcze zakresu tele. 75 mm okazała się wystarczającą ogniskową. Nawet w sumie zbyt długą ogniskową, ale wystarczającą w zupełności. Ważniejsze było, aby tele, pozwalało fotografować od jak najmniejszej odległości. Zakres makro uzyskiwałem stosując pierścienie pośrednie lub pierścień odwrotnego mocowania ze szkłem 35 mm lub szkło tele 75 mm z Voigtlander Close Focus Adapter.

Mała torba, trzy obiektywy i czasami zabierany ze sobą obiektyw 10 mm lub 21 mm. Nic więcej nie było mi potrzebne. Manualne nastawianie ostrości w wykonaniu szkieł tak precyzyjnie skonstruowanych jak Voigtlander VM, Zeiss ZM czy Leica M dały mi pełnię szczęścia. Gdyby tak jeszcze Leica zechciała w końcu wyprodukować korpus M, z przyzwoitą ilością pikseli, byłbym wniebowzięty. Liczę, że kiedyś to się stanie, a ja wówczas będę miał pod ręką zestaw starannie dobranych szkieł z mocowaniem M. Tymczasem ciężar fotografowania, przesuwa się w kierunku korpusów Sony A7R/II/III. Minimalizm kusi. Rozglądałem się za jeszcze bardziej uniwersalnym i minimalistycznym rozwiązaniem. I chyba takie znalazłem. Może niedoskonałe w pełni, ale wręcz zaskakująco skuteczne i minimalistyczne do bólu. Pozwalające z największą jakością skupić się na pracy, nie nosząc przy sobie kilku obiektywów, a dając idealne zestawienie efektów szerokokątnych z efektem separacji od tła – tak ważnym w przypadku używania tele-obiektywów.

Obecnie mam w torbie tylko jeden korpus A7R i tylko dwa obiektywy!!! I jestem szczęśliwy. Jakościowo bardzo, bardzo dobre. Wspaniale ze sobą zgrane i to nie tylko w odwzorowaniu kolorów czy charakterystyce obrazu i rozmyć. Idealnie do siebie pasują pod względem uzyskiwanych efektów, charakterystycznych dla ogniskowych szerokich i tele. Ciekawi Was jakie to szkła tak wychwalam, i jakie to obiektywy?

Pierwszym z nich jest obiektyw Voigtlander Nokton 35 mm F/1,2 Aspherical II z mocowaniem Leica M, z założonym ciągle, adapterem Voigtlander VM-E Close Focus Adapter, który pozwala na fotografowanie tym wspaniałym szkłem w szerszym zakresie dystansów. To mocny, zestaw. Ciężki. Waży 595 gram. Daje świetną jakość obrazu i jakość. Jasność. Aaaaa … Mógłbym tak długo. To podstawowy obiektyw. Was bardziej ciekawi zapewne, jaki to obiektyw jest tym drugim? To zaskoczenie. Nie jest to, ani szkło 50 mm, ani 75 mm. Zawsze za bardziej standardową ogniskową miałem szkła 40 mm niż 50 mm. 75 mm jest nieco za długi…. Szukacie w pamięci, jaki to obiektyw obecny na rynku, może wspaniale dopełnić pracę trzydziestki piątki?

Tym drugim jest niesamowity, wspaniały obiektyw z mocowaniem Sony E –  Voigtlander APO Lanthar 65 mm F/2 Macro! Czekałem na to szkło od kilku miesięcy. Teraz, gdy wreszcie udało się je nabyć, mogłem spokojnie odstawić inne alternatywy na bok. W torbie mam teraz korpus Sony i tylko dwa szkła. Można fotografować już niczego nie poszukując. Wspaniale współgra z 35 mm Noktonem. Dodatkowo jest to obiektyw makro, czyli w sumie mogę nawet wyrzucić pierścienie pośrednie! To mój wybór na tą chwilę. Jeśli zabraknie mi czegoś pośrodku, to może się za tym rozejrzę. Z poniższego przykładu wynika, że ogniskowa 50 mm jest pośrednią pomiędzy 35 a 75 mm. W zakresie 35 mm – 65 mm bardziej pasowałoby 40 mm.

Od lewej 35 mm, 50 mm, 65 mm.

APO Lanthar to objawienie. To miłość dojrzała. Dojrzała, ponieważ pierwsze wrażenie było „takie sobie”. Dopiero zestawienie efektu dopełnienia do ogniskowej 35 mm i jakości obrazu, spowodowały szok, a następnie zauroczenie. Każde kolejne zdjęcie, zaskakiwało jakością. Potem uprzątnąłem torbę i wyrzuciłem z niej wszystko poza tymi dwoma szkłami. Tak, nie mylicie się. Kolejny test to będzie test tego właśnie obiektywu… Na Waszym miejscu byłbym bardzo ciekaw spostrzeżeń;-)

admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *